Operacja „Płeć Powstania Warszawskiego”, czyli p. Grzebalska rozbraja mit

14/01/2014 Dodaj komentarz

Zbrojna walka jaką podjęli warszawiacy w 1944, była wielokrotnie obiektem najróżniejszych zafałszowań. Dziś, podczas codziennej prasówki, natrafiłam na informację że w najbliższą środę, odbędzie się spotkanie, promujące książkę „Płeć Powstania Warszawskiego”, którego autorką jest p. Weronika Grzebalska, a randez-vous poprowadzi Agnieszka Weseli (ksywka Furia):

plakat polaczenie
˙

Wiele osób zapewne będzie mocno zaskoczonych, że pozwoliłam sobie na powyższe zestawienie, jakże różnych plakatów. Na zdrowy rozum, nic ich nie łączy a wiele dzieli. Jednak, niekoniecznie należy posługiwać się wyłącznie zdrowym rozumem, niekiedy warto to i owo pamiętać, niekoniecznie ze szkoły. Otóż, powyższe dwa plakaty łączy osoba p. Agnieszki Weseli vel. Furia. Jest to działaczka feministyczna, współorganizatorka wydarzenia określanego mianem „Manifa”. P. Furia, jak to osoba wielu talentów, jest autorką zamieszczonego plakatu promującego „Manifę”. Komentując kilkanaście miesięcy temu ten manifowy plakat, stwierdziłam: –„Tegoroczny plakat reklamowy, przy wykonywaniu którego pomysłodawczyni zapewne kierowała się graficznym ukazaniem odwrotności hasła „Bóg, honor i ojczyzna”, uważam za nikczemny. No ale zapewne wykonawczyniom o taki efekt chodziło. Pewne środowiska prowadzą coraz głębszą, negatywną eksplorację tematów związanych z polskością.”– (źródło)

Proszę się zatem nie dziwić, że gdy przeczytałam iż p. Furia poprowadzi spotkanie dotyczące Powstania Warszawskiego, poczułam się zaskoczona. Zaskoczenie jednak, szybko przerodziło się w ciekawość i postanowiłam dociec, cóż takiego zawierać będzie książka „Płeć Powstania Warszawskiego”, że p. Furia zdecydowała się uczestniczyć w spotkaniu ją promującym.

Dość szybko natrafiłam na artykuł, który nie tylko umożliwił odpowiedź na powyższe pytania, lecz także pozwolił dowiedzieć się, jakie pobudki skłoniły autorkę p. Weronikę Grzebalską do sięgnięcia po pióro, a także jaki cel przyświecał jej podczas pisania książki. Materiał z tą „cenną” wiedzą, pochodzi z 03.08.2010, został opublikowany w serwisie www.krytykapolityczna.pl i nosi tytuł „Oddajmy powstanie kobietom, cywilom i Żydom” :

2010.08.03 oddajmy Powstanie

˙

P. Grzebalska ubolewa  w nim, że mimo upływu czasu, Powstanie Warszawskie jest wciąż dla wielu ludzi bardzo ważnym symbolem patriotyzmu. Ważnym nie tylko dla ludzi dojrzałych – jego symbolika jest też czytelna i pozytywnie wartościowana przez młode pokolenie. Jest to dla niej wystarczającym powodem do stwierdzenia, że: –„powstańcy powinni przestać być traktowani jak arbitrzy od patriotyzmu czy wychowawcy młodzieży”. –

Według niej, tematyka Powstania Warszawskiego, jest zbyt mocno osadzona w polskiej kulturze, cieszy się zbyt dużym poważaniem, a także ma zbyt bogaty/wieloraki przekaz informacyjny, by można było rozprawić się z nim, li tylko podważając/kontestując jego sens:
–„W kontekście zarysowanych tu procesów, zamienienie Muzeum Powstania Warszawskiego w „martwy pomnik” wydaje się po prostu niemożliwe, przynajmniej na razie. Zresztą, nawet polityce historycznej okresu powojennego – mimo takich jej mechanizmów jak prześladowania, cenzura i całkowity brak miejsc pamięci w rodzaju pomników czy muzeów – nie udało się wymazać powstania z pamięci społecznej.” –

Co należy zatem uczynić, by Powstanie Warszawskie stało się jedynie martwym pomnikiem? Otóż, według p. Grzebalskiej: –„jedyną drogą jest otwieranie Muzeum na pamięć grup marginalizowanych, mogącą podważyć hegemoniczną narrację: świadectwa powstańców żydowskiego pochodzenia, którzy ukrywali swoją tożsamość z obawy przed egzekucją z rąk akowców, antyheroiczną opowieść cywilów o piwnicznej gehennie i gwałtach, wspomnienia powstanek o dyskryminacji w szeregach podziemnej armii.”–

Od chwili wypowiedzenia powyższych słów minęło kilka lat, które p. Grzebalska spędziła na przekuwaniu słów w czyn i oto mamy już jutro, w środę 15.01.2014, spotkanie z osobą, która nie tylko ma coś do powiedzenia w temacie obalania powstańczych mitów – ma w tym już pewne osiągnięcie. Jest nią książka „Płeć Powstania Warszawskiego”, którego wydawcą jest Narodowe Centrum Kultury (źródło).

–♦–

Źródła:

1. 03.08.2010 „Oddajmy powstanie kobietom, cywilom i Żydom” Weronika Grzebalska

2. 14.10.2013 Przetarg na druk książki, ogłoszony przez Narodowe centrum Kultury.

3. 15.01.2014 „Spotkanie z Weroniką Grzebalską, autorką książki »Płeć Powstania Warszawskiego w Feminotece”«; http://www.kulturalna.warszawa.pl

Reklamy

Ubój rytualny zwierząt na terenie Polski #3

03/12/2012 Dodaj komentarz

[ Część pierwsza artykułu; część druga artykułu; część trzecia (poniższa) ]

˙

Na terenie Szwecji, Norwegii, Szwajcarii, Łotwy Islandii, Nowej Zelandii obowiązuje całkowity zakaz uboju zwierząt bez uprzedniego pozbawienia ich świadomości. Do tego grona dołączyć mają Holandia i Belgia. Austria, Dania, Estonia wymaga by natychmiast po cięciu, zwierzęta zostały ogłuszone. Na terenie Niemiec, przed cięciem wymagane jest lekkie (tkz. odwracalne) ogłuszenie. W Danii, Wielkiej Brytanii oraz na Słowacji zabronione są obrotowe klatki służące do unieruchamiania bydła przed cięciem.
U nas działa kilkadziesiąt ubojni, w których wykonuje się uboju opisanego w pierwszej części artykułu.
Polska jest jednym z głównych (o ile nie głównym) dostawców mięsa z uboju rytualnego, do krajów islamskich oraz Izraela. Jeśli chcielibyśmy zapewnić wyżywienie dla wszystkich wyznawców tych religii w naszym kraju, wystarczyłaby jedna ubojnia i to pracująca kilka-kilkanaście dni w roku… Warto nadmienić, że: – Według zasad koszerności tylko przednie części ciała zwierzęcia są wykorzystywane. Cała tylna część zwierzęcia nie jest uznawana za koszerną. Dlatego Polacy i obywatele innych krajów, nie wiedząc tego, kupują odpady z uboju rytualnego.

W Polsce od 2002 roku obowiązuje ustawa zakazująca uboju zwierząt bez wcześniejszego pozbawienia świadomości. Od tego momentu, ubój rytualny stał się czynem bezprawnym, przestępczym. W 2004 roku ministerstwo rolnictwa wydało jednak rozporządzenie, które dopuszcza wykonywanie uboju rytualnego na terenie naszego kraju – powstał delikt konstytucyjny, rozporządzenie jest niezgodne z aktem wyższej rangi, które dodatkowo stanowi podstawę prawną do tegoż rozporządzenia.
Od 2004 roku, zarówno politycy jak i firmy wykonujące ubój rytualny, „bimbają” sobie z takiego stanu prawnego. Dopiero gdy wiosną 2012 temat został nagłośniony, na wniosek różnych stowarzyszeń, fundacji, a także Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego, prokurator generalny złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, o orzecznictwo w tym temacie.

W dniu 23.11.2012 Trybunał Konstytucyjny orzekł, że Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 9 września 2004 r. w sprawie kwalifikacji osób uprawnionych do zawodowego uboju oraz warunków i metod uboju i uśmiercania zwierząt, wydane przez ministerstwo rolnictwa, jest niezgodne z prawem. Ministrem rolnictwa, który podpisał i wprowadził w życie deliktowe rozporządzenie, jest Wojciech Olejniczak (funkcję pełnił od 2 lipca 2003 do 31 maja 2005), natomiast urząd premiera piastował Marek Belka. Obaj panowie pochodzą z SLD vel SDRP vel PZPR.
Minister rolnictwa (przyp. Wojciech Olejniczak) nie miał prawa zmieniać swoim rozporządzeniem ustawy z 1997 r. o ochronie zwierząt. Rozporządzenie, które ma służyć wykonaniu ustawy i realizacji jej celów, nie może być z nią sprzeczne – powiedział sędzia Zbigniew Cieślak, dodając że przepis ustawy z 1997 r. o ochronie zwierząt jest jednoznaczny, pozwala na uśmiercanie w zwierząt kręgowych tylko po uprzednim pozbawieniu ich świadomości.
Od momentu ogłoszenia w 2002 roku, Ustawy o Ochronie Zwierząt, wszelki ubój rytualny na terenie Polski jest niezgodny z prawem, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny (który jest niewątpliwie dość wysokim organem sądowym). Na zdrowy rozum, w związku z jego niedawnym wyrokiem, prawomocność i wartość wszystkich poszczególnych pozwoleń, umów, zezwoleń i tym podobnych aktów dotyczących uboju rytualnego powinna ulecieć niczym sen złoty, a one same powinny stać się niczym nie znaczącym świstkiem papieru. Powinno tak stać się na zdrowy rozum i w zgodzie z prawem. Jednak, od czego mamy nowotworową, wybujałą narośl przepisów, w tym też przepisów unijnych…

W dniu 1 stycznia 2013 r. ma wejść w życie unijne rozporządzenie w sprawie ochrony zwierząt podczas ich uśmiercania. Z rozporządzenia wynika, że zwierzęta uśmiercane w ubojniach – według szczególnych metod wymaganych przez obrzędy religijne – nie muszą być wcześniej ogłuszane ani utrzymywane do chwili śmierci „w stanie nieprzytomności i niewrażliwości na bodźce”.

W opinii obecnego ministra rolnictwa, Stanisława Kalemby, od pierwszego stycznia 2013, czyli od momentu wejścia w życie unijnego rozporządzenia, ubój rytualny będzie w Polsce legalny:

Otóż dotychczasowe rozwiązania prawne są zgodnie z dyrektywą wspólnot europejskich 93/119/WE, gdzie dopuszcza się właśnie ubój z wykrwawieniem bez ogłuszania, czyli pozbawiania świadomości. Tu mogą być pewne sprawy sporne między ustawą a rozporządzeniem, natomiast naszym zdaniem tu nie ma sprzeczności, natomiast wchodzi rozporządzenie wspólnot europejskich, czyli do bezpośredniego stosowania, 1099/2009, które w całej Unii dopuszcza właśnie ubój bez ogłuszania z wykrwawianiem ze względu na przepisy, które w tym zakresie obowiązują. I tu warto się powołać na przepisy, na artykuł 35 naszej Konstytucji, na Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, na Kartę Praw Podstawowych, gdzie wyznania religijne mniejszości narodowe mają swoje prawa, m.in. jednym z tych praw to jest ubój rytualny, czyli zabijanie zwierząt z wykrwawianiem bez ogłuszania. I to jest praktyka stosowana w Unii, a od początku stycznia właśnie przyszłego roku rozporządzenie. (..) Natomiast od 1 stycznia jednoznacznie reguluje to rozporządzenie 1099 z 2009 roku, które rozstrzyga sprawę w całej Unii i tu od 1 stycznia już wątpliwości nie powinno być. [Źródło].

Pewność pana ministra Kalemby może budzić pewne zdziwienie, wszak przyjmując że unijne rozporządzenie wejdzie w życie z dniem 01.01.2013, to jednak wciąż aktem nadrzędnym będzie Ustawa o Ochronie Zwierząt z 1997. Jeśli nie zostanie ona przed pierwszym styczniem zmieniona, ubój rytualny od początku nowego roku będzie wciąż zakazany. »Teoretycznie zakazany«, czyli tak samo jak był teoretycznie zakazany/bezprawny od 2002 roku.
Prawnik Marcin Wiącek wyjaśnia, że rozporządzenie pozwala prawu krajowemu na wprowadzenie wyjątku od zakazu uboju rytualnego, ale nie nakazuje takowej zgody. W przypadku Polski należy jednak zmienić ustawę o ochronie zwierząt. Jeśli do tego nie dojdzie, a jest to mało prawdopodobne, od 1 stycznia 2013 roku zgodnie z prawem ubój rytualny będzie zakazany.

Punkt 26 w mającym obowiązywać od nowego roku unijnym rozporządzeniu, mówi: „Państwa członkowskie mogą przyjąć przepisy krajowe, które służą zapewnieniu dalej idącej ochrony zwierząt podczas ich uśmiercania”. Nie ma więc żadnych prawnych przeciwskazań, by kierując się rzeczonym 26 punktem i zastosować dalej idące w ochronie zwierząt przepisy krajowe, czyli Ustawę o Ochronie Zwierząt. Intencje polskiego Ministerstwo Rolnictwa są jednak odmienne. Oprócz cytowanego powyżej ministra rolnictwa, podkreśla je także wiceminister: „Będziemy chcieli kontynuować ubój rytualny w Polsce, bo to jest konieczne” – powiedział PAP w środę wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke. Dodał: „Jest przygotowany projekt założeń do ustawy, ale będziemy jeszcze poszukiwać innych rozwiązań”.

Nie wątpię, że wszyscy beneficjenci czerpiący materialne korzyści z tego niezgodnego z polskim prawem procederu, będą go kontynuować.

Obskurantyzm »Porozumienia 11 listopada«

18/11/2012 Dodaj komentarz

Od Dnia Niepodległości minęło siedem dni. Wyczekiwałam na jakąś autorefleksję  »Porozumienia 11 listopada«. Ponieważ do tej pory nie odnalazłam takowej, zatem…

˙

dsc03217

 

[ilustracja: WPolityce]

˙

»Porozumienie 11 listopada«, zawędrowało na szczyt groteskowej, tragikomicznej indolencji. 11.11.2012 zaprosiliście do, jak sami piszecie: „antyfaszystowskiej manifestacji! Obnażymy oblicze, ciągłość i wspólne korzenie przedwojennych i współczesnych ugrupowań faszyzujących w Polsce.”
Obnażyliście, lecz własną małość i niegodziwość. Szlajać się w Dzień Niepodległości przy warszawskim Pomniku Bohaterów Getta z transparentem przedstawiającym zakrwawioną podpaskę i napis „Jedyna krew jaką przelewam”… Powtórzycie ten pokraczny, obrzydliwy numer w rocznicę powstania w getcie?
Nie macie szacunku nie tylko dla historii kraju, w którym żyjecie. Nie macie go też dla tych, których niby bronicie. Wasza rewolucja zjada własne dzieci, trawi je, na końcu wydala. Jednym ze śladów tej przemiany materii, jest opisane powyżej wydarzenie.
Pokazuje ono, do czego prowadzi wasze pokraczne oświecenie, oraz obnaża prawdziwe intencje waszej walki o tolerancję i swobodę. Zło nazywacie dobrem, a dobro złem. Wasi mentorzy, do rangi cnoty wynieśli różne antywartości.
Czy zauważacie, że macie coraz mniejsze poparcie? Rok temu, na waszym marszu było około 1000 osób. Tegoroczny, zgromadził ich około 300, może 500. W waszym komitecie są działaczki i działacze feministyczni oraz LGBT. Jeszcze kilka lat temu, można było w licznych relacjach telewizyjnych zauważyć, że zarówno Manifa jak i Parada Równości cieszyły się sympatią ze strony mieszkańców Warszawy. Dwa lata temu zmienił się ten trend. Załamało się też poparcie w waszych grupach docelowych – na wspomnianych, obydwu marszach, pojawia się coraz mniej osób. Jak myślicie, czym jest spowodowany ten odwrót? Dwa lata temu rozpoczęliście intensywną walkę z religią chrześcijańską. Agresywna retoryka antynarodowa, antypolska to także kwestia ostatnich dwóch lat. Odwraca się od was coraz więcej ludzi, natomiast ci, co byli do tej pory obojętni, zaczynają was krytykować.
Tydzień temu na swej manifestacji, daliście przykład jak karykaturalny chcecie stworzyć świat na gruzach tego co niszczycie.

TROTYL nieuprawnione spekulacje prokuratury?

03/11/2012 Dodaj komentarz

07.2011 RAPORT MILLERA Raport końcowy, Załącznik nr 5, str. 25 – Podsumowanie i wnioski.:
„Podczas oględzin wraku samolotu nie stwierdzono śladów detonacji materiałów wybuchowych ani paliwa lotniczego.”

30.10.2012 godz. 6:30 RP artykuł Cezarego Gmyza „Trotyl na wraku Tupolewa”

30.10.2012 godz. 14:42 OŚWIADCZENIE Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie
„Powołani przez prokuraturę biegli, pracujący wraz z prokuratorem wojskowym pod Smoleńskiem, nie stwierdzili na wraku samolotu Tu-154M trotylu ani żadnego innego materiału wybuchowego”.
„(..) zabezpieczono kilkaset różnego rodzaju próbek (wymazów, próbek gleby, wycinków materiałów z wraku). Dopiero badania laboratoryjne, którym poddane będą zabezpieczone próbki, pozwolą na jednoznaczne potwierdzenie lub wykluczenie obecności związków chemicznych będących materiałem wybuchowym lub jego pozostałością”.

–♦–

Zatem, do licha, według oświadczenia prokuratury wojskowej, nie stwierdzono materiałów wybuchowych, czy może dopiero badania laboratoryjne dadzą na to odpowiedź?! Zaledwie 10 dni temu, ta sama prokuratura wydała oświadczenie, dotyczące doniesień medialnych na temat kolejnej pary pomylonych zwłok – tym razem prezydenta Kaczorowskiego: „wszelkie informacje na ten temat należy traktować jedynie jako nieuprawnione spekulacje”. Kilka dni temu stwierdzono, że zamiast pana Kaczorowskiego, w grobie spoczywały zwłoki innej osoby (dziś odbywa się jego ponowny pogrzeb, tym razem już z właściwymi zwłokami i we właściwym grobie).
Jeśli wyniki badań laboratoryjnych pobranych próbek z wraku TU-154, mamy poznać za około pół roku, tym samym wydane 30 października przez prokuratora oświadczenia, że na wraku Tupolewa nie znaleziono śladów materiałów wybuchowych, pozwolę sobie określi mianem nieuprawnionych spekulacji ze strony prokuratury wojskowej.
Przy pobieraniu próbek, miejsca z których decydowano się je pobrać typowano spektrometrem. Podobne urządzenia stosuje się np. na lotniskach, a ich skuteczność (w zależności od złożoności budowy fizyko-chemicznej badanej substancji) określa się na 95-99%. Zatem, w mojej opinii zdanie „nie stwierdzono na wraku samolotu Tu-154M trotylu ani żadnego innego materiału wybuchowego”, można uznać za prawdziwe w 1-5%. Jeśli nawet poczyni się założenie, że spektrometru użyto do wytypowania nie wszystkich z kilkuset pobranych próbek, lecz choćby kilku – prawdopodobieństwo poprawnych wskazań urządzenia i »nieuprawnionych spekulacji« o braku materiałów wybuchowych, staje się znacząco wyższe.

Krótko po wygłoszeniu oświadczenia, dowiedzieliśmy się że pobrane próbki znajdują się w Moskwie, oczywiście odpowiednio zabezpieczone. Wyniki ich badań poznamy za około pół roku (termin ten, zgrabnie pasuje do kolejnej, trzeciej już rocznicy smoleńskiej). Doprawdy, jeżeli próbki zabezpieczone są z równie dużą starannością co taśmy z czarnych skrzynek – metalowa kasetka z nalepioną kartką i przystawionymi dwoma (podwójne zabezpieczenie) stemplami – nie mamy podstaw do jakiegokolwiek zaniepokojenia, szczególnie biorąc pod uwagę dotychczasowe, wyśmienite komentarze dotyczące jakości współpracy z Rosjanami.

Co do artykułu pana Gmyza w dniu 30.10.2012 w RP. Nie rozumiem czym kierowała się osoba (osoby?) z redakcji Rzeczpospolitej, które około godziny piętnastej zamieściły na stronie internetowej gazety informację „Pomyliliśmy się”, dwie godziny później zamienioną na „Jednak nie można wykluczyć materiałów wybuchowych”. Pierwsze oświadczenie, w którym RP informuje że się pomyliła, nie powinno w ogóle zaistnieć. Weryfikacji materiału redakcyjnego dokonuje się przed jego publikacją. Po opublikowaniu przyjętego materiału dziennikarskiego, koleżanki i koledzy z redakcji, kolegium redakcyjne wraz z redaktorem naczelnym – powinni murem stanąć za dziennikarzem. Tym samym, zdziwienie moje budzi też oświadczenie rady nadzorczej oraz redaktora naczelnego RP, opublikowane 02.11.2012, w którym zobowiązują się przeprowadzić postępowanie wyjaśniające dotyczące źródeł informacji jakimi dysponował Cezary Gmyz podczas pisania swego artykułu. W przypadku publikacji materiału o tak dużej wadze i sile rażenia, stanowisko redakcji o dołożeniu szczególnej staranności podczas przygotowywania tego materiału, powinno być gotowe już w momencie przyjęcia materiału do druku.
Dzień po ukazaniu się artykułu w RP, Pan Gmyz oświadczył, że informacje zamieszczone w artykule pozyskał z czterech niezależnych źródeł, publikację tekstu poprzedziło spotkanie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem, a także że podtrzymuje wszystko to co napisał – w świetle tego, szkoda że pan Seremet wciąż nie zabrał zdania na ten temat.
Czekam na dalszy rozwój sytuacji.

Na zakończenie – osobom udającym się w podróż lotniczą, odradzam stosownanie perfum, szminki oraz pestycydów, ot tak na wszelki wypadek coby urządzenia na bramkach się nie rozpipczyły.

FEMEN ODCINA PĘPOWINĘ

05/09/2012 1 komentarz

Zarówno Pussy Riot jak i Femen, mówią że walczą ze złem i robią to w imię dobra. Pussy Riot tłumaczy iż walczył ze złym Putinem, Femen z niesłusznym uwięzieniem i niesprawiedliwym wyrokiem. W obu przypadkach mamy jaskrawy przykład, jak można w imię czegoś mogącego być powszechnie uznane za słuszne, dokonać czynów perfidnych, złych, nieetycznych i nagannych moralnie.

˙

˙

–♦–

KALENDARIUM

21 lutego 2012 rosyjski zespół feministyczno-punkowy Pussy Riot, odśpiewuje w moskiewskiej Cerkwi Chrystusa Zbawiciela, utwór swego autorstwa, pod tytułem „Bogurodzico, przegoń Putina!”. Krótko po tym wydarzeniu, zostały one aresztowane pod zarzutem „chuligaństwa motywowanego nienawiścią religijną”. Po zapoznaniu się z nagraniem wideo z wydarzenia, a także z tekstem „wyśpiewanego” utworu, okazuje się, że w imię krytyki Putina i współpracującego z kremlowską władzą, zwierzchnika rosyjskiej cerkwi prawosławnej Cyryla I – dziewczęta z Pussy Riot zrobiły niezły „dym” w cerkwi, zarówno formą wykonania utworu, jak i jego treścią (gówno, gówno, gówno, Panie / Bogurodzico Dziewico, zostań feministką / Patriarcha Gundiaj wierzy w Putina, Lepiej by, skurwysyn, w Boga uwierzył… i tak dalej).

12 sierpień 2012 członkinie Pussy Riot zostają skazane na dwa lata łagru. Rozpoczynają się różne akcje protestacyjne, których uczestnicy wyrażają swą dezaprobatę dotyczącą wyroku.

17 sierpień 2012 W ramach protestu przed skazaniem Pusy Riot, członkinie grupy Femen ścinają w Kijowie krzyż, ustawiony w 2004 podczas Pomarańczowej Rewolucji, ku pamięci śmiertelnych ofiar radzieckiego CzK oraz NKWD.

22 sierpień 2012 FEMEN zapowiada niszczenie kolejnych krzyży.

22 sierpień 2012 Pussy Riot odcina się od całej akcji obalania krzyży zainiciowanej przez Femen. Marija Aliochina (Pussy Riot), w wywiadzie dla rosyjskiej „Nowej Gaziety”, powiedziała że protest dziewcząt z FEMEN nie wywarł na jej zespole pozytywnego wrażenia: – Ostatnia akcja ze ścięciem krzyża nie wzbudza niestety poczucia solidarności. Cóż, lekka to forma dezaprobaty, lecz jednak odcięły się od swych koleżanek.

–♦–

Zarówno Pussy Riot jak i Femen, mówią że walczą ze złem i robią to w imię dobra.
Pussy Riot tłumaczy iż walczył ze złym Putinem, Femen z niesłusznym uwięzieniem i niesprawiedliwym wyrokiem. W obu przypadkach mamy jaskrawy przykład, jak można w imię czegoś mogącego być powszechnie uznane za słuszne, dokonać czynów perfidnych, złych, nieetycznych i nagannych moralnie. W imię walki o dobro, dokonuje się ataku na symbole oraz wartości tworzące podwaliny nie tylko europejskiej cywilizacji. Nie wątpię, że w czasach gdy media indoktrynują swych odbiorców treściami robiącymi „kisiel” z mózgu, część osób może uwierzyć w tę demagogiczną dialektykę i stanąć w obronie obu grup. Część osób może stać się rezonatorem głoszonych przez nich tez; poszerzyć grono pożytecznych idiotów, myśląc że dołączają w szeregi osób oświeconych, tolerancyjnych, o „otwartym umyśle”.
Cerkiewny występ pań z Pussy Riot, przez część osób może być to nazwane chuligańskim wybrykiem (i nie będę zdziwiona), inni — na przykład wyznający jakąś religię — mogą określić je mianem obelżywej profanacji (i także mnie to nie zdziwi). Posługując się argumentacją pań, że zrobiły to ponieważ przedstawiciel moskiewskiej cerkwi prawosławnej jest w istocie współpracownikiem Putina, można jeszcze po solidnym naciągnięciu ich logiki, zrozumieć.

Z przedstawicielkami FEMEN, sytuacja wygląda inaczej. Ścięcie krzyża przezte panie oraz zapowiedź rozszerzenia akcji o następne krzyże (gdy piszę te słowa, upadło kilka kolejnych), osadza całe wydarzenie w innym kontekście, nadaje mu inny sens i wymaga postawienia odmiennych pytań.
Femen mówi, że krzyż sciął w ramach solidarności ze „Sromowymi buntowniczkami” (chyba takie może być tłumaczenie na język polski nazwy Pussy Riot) oraz protestu przed ich skazaniem na łagier. Dlaczego ścięły piłą łańcuchową wielki, drewniany krzyż postawiony by uczcić ofiary NKWD?! Protest ów zrozumiałabym, jeśli ścięłyby coś co jest emanacją państwowej władzy rosyjskiej, coś co symbolizuje władzę oraz państwo, które skazało pieśniarki na łagier – nie będę wymieniać co to mogłoby być, aby nie być oskarżona o podżeganie. Ścięcie krzyża, kojarzy mi się z pewną sierpniową nocą 2010 w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu i jedyne co wywołuje to niesmak i smutek.
Gdy spojrzymy na wcześniejsze działania pań z Femen, dostrzeżemy że złamały on schemat swego „rutynowego” postępowania. Przed akcją z krzyżem, panie z Femen błyskały nagimi piersiami, nie wykonując przy tym jakichś dodatkowych czynności – co najwyżej dzierżąc transparenty. Ścięcie krzyża było według mojej wiedzy, pierwszą akcją podczas której przełamały dotychczasową konwencję „biernego obnażonego oporu”.
Gdy dostrzegam jakieś zbiegi okoliczności, często zagłębiam się w temat by doszukać się czy były one w istocie dziełem przypadku. Podczas oglądania jak panny z Femen ścinają olbrzymi, drewniany krzyż, zaczęłam zadawać sobie pytania – czy pomysł ścięcia krzyża wpadł tym kobietom do głowy na drodze niekontrolowanej iluminacji, czy może zostały zainspirowane, nakłonione do jego ścięcia? Skąd panie należące do Femen (a są to studentki i uczennice), mają kasę na swoje podróże?
Działaczki z Femen, widziano ponoć z byłym ministrem, a obecnie zastępcą sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego Nestorem Szufryczem, według niepotwierdzonych informacji, finansuje je Wadim Rabinowicz (Vadim Rabinovich) – członek organizacji Chabad (źródło), współzałożyciel i wiceprezydent  EJU (źródło 1; źródło 2; źródło 3) oraz właściciel koncernów medialnych na Ukrainie i w Izraelu.

Może do czasu swego „występu” na polskim Euro w lipcu, działały one w akcjach samodzielnych i nie inspirowanch przez nikogo z zewnątrz, a dopiero do akcji z krzyżem zostały przekonane i wykorzystane przez kogoś? A może Femen był przez kilka lat „hodowany” do czegoś większego, właśnie do czegoś takiego jak akcja z krzyżem w Kijowie? Może przez kilka lat budowano ich obraz – bezinteresownych, walecznych, samodzielnych, młodych i urodziwych pań, które nie boją się wystawić swych nagich piersi w imię różnych racji, z którymi często duża część społeczeństw się zgadzała i okazywała mniejszą lub większą sympatię Femenowi? Zyskały medialną popularność i zainteresowanie , a gdy nadszedł odpowiedni moment… odpalono je do wykonania tego właśnie podłego zadania o przewrotnej logice „solidarności z uwięzionymi koleżankami”.
Ścięcie krzyża postawionego ku pamięci ofiar NKWD, także wydaje się nie mieć cech przypadku, lecz posiada wręcz symboliczny wymiar. Zarówno charakter jak i symbolika dokonanego czynu, każe się zastanowić czy osoby należące do Femen, same wpadły na taki pomysły czy odegrały rolę narzędzia w czyichś dłoniach.

Cała sprawa zapoczątkowana lutowym „występem” w cerkwi, nabiera tym bardziej tragicznego charakteru, że są pierwsze ofiary śmiertelne z nią związane –  „napis »Uwolnić Pussy Riot« na miejscu makabrycznej zbrodni” (film z miejsca mordu); w Petersburgu znaleziono zwłoki mężczyzny z ikoną na głowie.

–♦–

Przygotowując powyższy tekst, zawędrowałam na fejsbukową stronę pań z Femen. Natknęłam się tam na grafikę przedstawiającą upadający krzyż i stojącą u jego podnóża kobietę z piłą. Grafika natychmiast skojarzyła mi się z plakatem reklamującym polską manifę 11.03.2012. Elementem wspólnym tych grafik jest upadający krzyż, symbolizujący dekonstrukcję/destrukcję katolicyzmu. Plakat manify, zawiera dodatkowo symbole polskiej państwowości, ukazane w pokraczny i nikczemny sposób.

Zaszła jakaś poważna zmiana w społeczeństwach. Do tej pory było tak, że Kościoły atakowała i symbole religijne niszczyła jakaś totalitarna władza oraz spotykało się to z ogólnym potępieniem. Dziś, to przedstawiciele społeczeństwa dokonują barbarzyńskich akcji i pieprzą głupoty że robią to w imię solidarności międzyludzkiej, pokoju, międzynarodowego braterstwa (siostrzeństwa), walki o wolność i tolerancję, liberalizmu. Można odnieść wrażenie, że ktoś pisze kolejne rozdziały do książki Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”, lecz niestety nie jest to już fikcja literacka ale realny świat, z realnymi wydarzeniami.

Od kilku lat jesteśmy świadkami ataku pewnych grup na Kościół katolicki, na religię chrześcijańską. Akcja ścinania krzyży wydaje się być nieprzypadkowa i mająca charakter ponadnarodowy, internacjonalny że tak powiem. Poza uderzeniem w religię, mnożą się najróżniejsze akcje atakujące patriotyzm, których inicjatorami są nie tylko celebryci odgrywający w dzisiejszym świecie rolę autorytetów i kreatorów światopoglądu oraz norm etycznych, lecz także przedstawiciele świata polityki. Odnoszę wrażenie, że w naszym kraju trwa ogólnopolska akcja, podczas której dokłada się wszelkich starań, by zniszczyć religijność społeczeństwa i poczucie tożsamości narodowości. Z mediów sączy się magia, tarot, kabała.
Ze środków masowego rażenia oraz z ust medialnych autorytetów, słyszymy że mamy być tolerancyjni. Lecz dlaczego ma to być tolerancja głównie wobec zła – ten nowy antykodeks etyczno-moralny jest już tak silny, że pewne osoby i środowiska zaczynają domagać się nietolerancji wobec dobra.
Żyjemy w czasach jakiegoś ogólnego przewartościowania, do którego niezbędne wydaje się być wyrugowanie ze społeczeństwa patriotyzmu, religijności, poczucia tworzenia narodu. Prowadzona jest intensywna inżynieria dusz i niwelacja społeczeństwa pod przyszłe zasiewy. Czy będą to zasiewy w duchu orficznej filozofii Platona oraz oświeconych kontynuatorów myśli Adama Weishaupta i Aleistera Crowleya?

Święto Wojska Polskiego 15.08.2012, obchody centralne

16/08/2012 Dodaj komentarz

Wczoraj, 15 sierpnia, obchodziliśmy w kraju Święto Wojska Polskiego. Zostało ono wprowadzone ustawą sejmową w 1992. Datę 15.08 wybrano dla uczczenia zwycięstwa Polski w wojnie z ZSRR. Przypominam, że Polacy zatrzymali wówczas rosyjski przemarsz, podczas którego nasi wschodni bracia pragnęli rozniecić płomień rewolucji na całym kontynencie oraz wyzwolić kontynentalną (w późniejszym etapie ogólnoświatową) klasę robotniczą od imperialistycznych/burżuazyjnych/faszystowskich/antysemickich rządów, rozpanoszonych wówczas w Europie, w tym też w Polsce (przytaczam tu oczywiście punkt widzenia rosyjskich komunistów).

WARSZAWA: Plac Piłsudskiego i okolice.

˙

Niektóre osoby, z wydarzeniami 1920 roku, a także z decydującą bitwą na obrzeżach Warszawy (tak zwana Bitwa Warszawska lub „Cud nad Wisłą”), wiążą Józefa Piłsudskiego. Zważywszy, że marszałek Piłsudski był wówczas Naczelnym Wodzem polskich sił zbrojnych — skojarzenie to wydaje się mieć sens.

Główne obchody Święta Wojska Polskiego odbywają się w Warszawie, na Placu Piłsudskiego, a przewodzi nim prezydent Polski. To także wydaje się mieć sens, bo i plac ma właściwą ku temu nazwę (stoi tam nawet pomnik Piłsudskiego), a i prezydent sprawia wrażenie być właściwą osobą by unieść całość tematu na reprezentacyjnych barkach swego urzędu, jako że jest on oprócz prezydentem, także głównodowodzącym polskich sił zbrojnych.

W tym roku, jak co roku, obchody odbywały się na Placu Piłsudskiego. Jak co roku, przez prezydenta został złożony wieniec przy Grobie Nieznanego Żołnierza i gdy część, co bardziej obeznanych z tradycją mieszkańców stolicy, podążyła za prezydentem by ujrzeć jak składa on też wieniec pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego — nastąpiła niespodzianka. Prezydent ominął rzeczony pomnik wraz z czekającymi z wieńcem dwoma żołnierzami w paradnych mundurach, i podążył do swego nieodległego pałacyku (zwanego też Pałacem Namiestnikowskim).
Licznie zgromadzeni oficjele, ciągnący się sznureczkiem za prezydentem, nie wydawali się być skonsternowani sytuacją i bez niepotrzebnego przystawania/zwalniania przy pomniku — podążyli za głównodowodzącym.

Przytomnością wykazali się dwaj żołnierze oczekujący z roślinami, którzy postanowili nie tkwić jak kołki czekając sądnego dnia, lecz paradnym krokiem i w asyście kilku zaskoczonych sytuacją przechodniów, złożyli wieniec pod pomnikiem.

Dwuczęściowy film, dokumentujący tę nową świecką tradycję:

Jak Polacy w getcie z Niemcami walczyli

20/04/2012 3 Komentarze

[Animacja przelotu samolotem Liberator nad Warszawą 04.1945. Pomiędzy 2’20” a 3’20”, widać zrównane z ziemią tereny, na których było warszawskie getto.]

˙

22 lipca 1942 roku rozpoczęła się niemiecka operacja likwidacji getta w Warszawie. Nosiła ona kryptonim »Grossaktion in Warschau«. Operacją początkowo kierował SS- und Polizeiführer Ferdinand von Sammern-Frankenegga. Ponieważ jego działania uznano za nie przynoszące oczekiwanych rezultatów, 18 kwietnia 1943 Himmler zwolnił Sammern-Frankenegga natomiast do kierowania akcją delegował SS-Gruppenführera Jürgena (Josefa) Stroopa. Stroop rozpoczął swe działania w warszawskim getcie 19 kwietnia 1943. W dniu 20 kwietnia 1943 roku, mieszkańcy getta wspomagani przez bojowników polskiej  Armii Krajowej, stawiają czynny opór oddziałom dowodzonym przez Stroopa. Datę tę, przyjmuje się za datę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Dziś przypada jej rocznica.

Krótko po zakończeniu wojny, Stroop zostaje aresztowany, a w okresie od 2 marca do 11 listopada 1949 jest więziony w jednej celi z Kazimierzem Moczarskim (żołnierzem AK), któremu opowiada historię swego życia. Relacja Moczarskiego z rozmów ze Stroopem, ukazała się w formie książki dopiero w roku 1973. Nosi ona tytuł „Rozmowy z katem”.

Niedawno zakończyłam ją czytać. Poniżej przytaczam wybrane fragmenty „Rozmów z katem”, dotyczące udziału Polaków podczas powstania w warszawskim getcie. Oczywiście, zachęcam też do przeczytania książki w całości.

 –♦–

Jürgen Stroop: Na moją uwagę, że lękamy się (ja i doktor Hahn) o nastroje Polaków, którzy mogą ruszyć, Kriger powiedział:
–„Wszystkie siły SS rzuć pan przeciwko gettu! Aby zaszachować Polaków, zarządzajcie natychmiast stan alarmowy dla wszystkich formacji niemieckich: wehrmachtowskich, partyjnych, kolejowych, pocztowych, wartowniczych.”–
Według jego [doktora Ludwika Hahna – szefa SD i Policji Bezpieczeństwa »Sipo«, przyp. Sekunda] opinii, należało traktować każdego Polaka jako potencjalnego wywiadowcę. –„Jesteśmy przeszpiclowani przez Polaków. Nawet polskie dzieci nas śledzą”– zwierzył się Hahn. Z jego gmachu przy ul. Szucha często wyciekały najtajniejsze informacje.

–„Polacy umieją nas demoralizować, stosując najrozmaitsze metody: od alkoholu, knajpy i dziwek – do zmiękczania ideologicznego, terroru i zbrojnych zamachów ulicznych.”– Szli, według Hahna, ręka w rękę z Żydami. Stąd większość naszych zamierzeń wobec getta była natychmiast sygnalizowana Żydom przez wojskowy i cywilny wywiad polski.

W getcie pozostali co sprytniejsi Żydzi i mieli organizację wojskowo-polityczną. Na pewno będą stawiać opór, ale przede wszystkim Hahn obawiał się Polaków. Co będzie, gdy ruszą na pomoc Żydom? Nie dysponują co prawda dostatecznym uzbrojeniem, ale mogą nas zaatakować. Czy wtedy zniszczyć całą Warszawę? Namyślałem się nad taką ewentualnością i nad słowami Hahna, że zniszczenie Warszawy i sytuacyjne sprowokowanie Polaków do walki byłoby wówczas głupstwem. Politycznym i strategicznym głupstwem.

Na placu Muranowskim stoczyliśmy zacięty bój. Polacy nie tylko walczyli w getcie, ale zaczepiali nas zbrojnie na terenach zewnętrznych.
Już 19 kwietnia w godzinach przedwieczornych AK-owcy usiłowali wysadzić mur getta przy ul. Bonifraterskiej. Nic z tych polskich działań nie wyszło, ale Hahnowi zabito trzech SS-mannów. Również poległo tam dwóch żołnierzy AK i jacyś policjanci polscy. W ciągu następnych dni Polacy również mieszali się do akcji. Przyznam, że bardzo mnie to niepokoiło.

Gdy mamy pierwszych rannych (w tym jeden „askaris”), wysuwam na czoło obsługę miotaczy płomieni. Cały czas karabiny maszynowe grają. Ogień posuwa się naprzód. My – za ogniem. Powoli, powoli. Szukamy ruchomych celów. Żydzi skaczą z okien, balkonów, strychów, dachów. Wyborowi strzelcy chwytają na muszkę „spadochroniarzy” [ludzi skaczących z okien, przyp. Sekunda]. Żydzi zrozpaczeni i zrezygnowani. Inni – bojowi i zadziorni do ostatniej sekundy. Złorzeczą nam. Wymyślają. Śpiewają polski hymn narodowy, niektórzy psalmy. Żydzi biegali jak szatany. Ukazywali się to tu, to tam, w oknach, balkonach, na dachach i gzymsach. Czasem strzelali do nas, czasem szukali dróg ucieczki. Niekiedy śpiewali jakieś pieśni, chyba psalmy. Inni krzyczeli chórem: Hitler kaput! Na pohybel Niemcom! Niech żyje Polska!
Kazałem rozpuścić wieść, która dotarła do Żydów, że o godzinie 16.00 nastąpi zakończenie akcji.
Rzeczywiście wycofałem w tym terminie oddziały szturmowe, które wytropiły i ujęły około sześciuset Żydów i zabiły około dwustu powstańców żydowskich i polskich. Nakazałem odpoczynek i ciszę.

A tu mi doktor Hahn donosi, że tuż za gettem, od północno-wschodniej strony, zgromadzili się Żydzi i „aryjczycy”, że mają w „melinie” broń i jest ich wielu. A może to jakaś częściowa mobilizacja polskiego Widerstandsbewegung (Polnische Widerstandsbewegung »niem.« – polski ruch oporu). Posyłam szybko szturmowców pod dowództwem zabijaki, Oberleutnanta policji Diehia. Nasi walczą. A przeciwnik silny. Hahn podrzuca posiłki. Doktor Kah zaleca acz dyskretne działanie: przeciągnąć do nocy, obstawić kordonami – byle nie rozdrażnić Polaków, byle ich nie zmusić do aktów rozpaczy, bo „pożar” wypłynie z getta na całą Warszawę, a wtedy mogą być szalone kłopoty.
W końcu zlikwidowano około 7 procent tych zgromadzonych pod murami getta Żydów i Polaków. Reszta zdołała uciec. Jak mówił później doktor Kah, byli tam i ŻOB-mann i AK-owcy, i AL-owcy, i konspiratorzy z innych drobnych ugrupowń polskich oraz polscy policjanci, tak zwani „granatowi”.

6 maja podobne położenie, z tym, że stwierdziłem obecność powstańców ŻOBowskich przybyłych z zewnątrz getta. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Czyżby z odsieczą szły jakieś grupy żydowskie? Jeżeli tak, to musieli korzystać z pomocy Polaków.
A poza tym przyjaciele Żydów – AK, delegatura i rozmaite mniejsze polskie ugrupowania – na pewno zawiadamiali bojowców z getta o ruchu naszych oddziałów, zmierzających ulicami „aryjskimi” ku bramom żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej.
Pomoc Armii Krajowej dla powstańców żydowskich nie ograniczała się tylko do świadczeń w materiale bojowym. AK przekazała również ŻOB-owi dokładną instrukcję techniczną w zakresie produkcji bomb, granatów ręcznych i butelek zapalających oraz wskazówki, jak budować punkty oporu i urządzenia saperskie.
Jürgen Stroop uważał, że żydowska organizacja wojskowa w getcie była w rzeczywistości częścią Armii Krajowej. – Abwehra – relacjonował – donosiła już od dawna, że AK od dnia założenia getta montowała tam swoje placówki pod rozmaitymi nazwami, dostarczała broni i prasy oraz instruowała w zakresie walk ulicznych, robót saperskich, fabrykacji butelek zapalających, granatów itp. Wiadomym objawem i potwierdzeniem tej sytuacji było zatknięcie przez żydowskich powstańców nad betonowym, mocnym domem biało-czerwonej flagi obok żydowskiej, biało-niebieskiej – mówił zdecydowanie Stroop.

Dowództwo powstania [w getcie; przyp. Sekunda] to zespół niestarych ludzi z rozmaitych ugrupowań, zjednoczonych w Żydowskiej Organizacji Bojowej. ŻOB utrzymywał ścisłe więzy z AK, z Delegaturą, z Socjalistyczną Organizacją Bojową oraz z Gwardią Ludową, która była wtedy zbrojnym ramieniem PPR. W Komendzie ŻOB działali przedstawiciele: organizacji lewicowo-syjonistycznej Haszomer-Hacair (z tej grupy był dowódca powstania – Mordechaj Anielewicz), Poalej Syjon-Lewicy, ruchu chalucowego, Bundu i PPR.
Jürgen Stroop: Omawialiśmy tu już siły żołnierskie ŻOB-u. Ja twierdziłem, że zorganizowanych powstańców było w getcie do 3-4 tysięcy. Herr Moczarski ocenia ŻOB na 300-500 ludzi. (..)
Hann, Kah i Spiiker uważali (a nasza góra się z tym godziła), że należy ze względów propagandowych głosić, iż tylko komuniści (PPR i GL) wzniecili dla swoich celów powstanie. Myśmy wiedzieli (co prawda, nie najbardziej precyzyjnie), kto powstanie popiera. Popierały je aktywnie wszystkie organizacje podziemia polskiego z wyjątkiem grup skrajnie nacjonalistycznych. Pasywnie zaś – całe społeczeństwo Generalnej Guberni.

Jürgen Stroop: Polacy, wiadomo, nie byli serdeczni wobec nas, ale to, co wyczułem, przyglądając się twarzom przechodniów – szczególnie kobiet – przeraziło mnie. Może byłem pod rauszem koniakowym, ale widziałem zbyt liczne spojrzenia w niebo nad gettem. Wszystkie oczy Polaków smutne. Wszystkie twarze spokojne. Nie lubię takich masek. Przypomniałem sobie uwagę doktora Hahna, że:  –„Wszyscy Polacy to (w czasie obecnej wojny) aktorzy. Nie wierzyć im ani na jotę! Zawsze pilnować, czy nie ostrzą na Niemców noży! A oni potrafią tak cicho ostrzyć noże, że nawet Pan Bóg ich nie usłyszy.” – Tak mówił Hahn.
W czasie drogi powrotnej do getta pomyślałem, że nie ma dla nas innej metody postępowania, jak wycięcie wszystkich drzew we wrogim lesie, wykarczowanie wszystkich korzeni i wysterylizowanie wszystkich nasion.

Heinrich Himmler (telefonicznie) wyraził swe zadowolenie i powinszował. Stwierdził głosem miękkim i przyjemnym, że się na mnie nie zawiódł, ale równocześnie przestrzegł przed zbytnim optymizmem, jeśli idzie o dni najbliższe. Wysłuchując moich relacji, doszedł do wniosku, że Żydzi są zdeterminowani, zorganizowani i wyposażeni oraz mają poparcie społeczeństwa polskiego i polskiej konspiracji wojskowej.

Jurgen Stroop: – Do 56 000 trzeba dodać plus minus dziesięć tysięcy samobójców, spalonych, zaczadziałych w dziurach, przygniecionych itp. oraz dwa do trzech tysięcy ujętych czy zabitych po 16 maja 1943, a ponadto dołożyć około dwu tysięcy Żydów złapanych przez nasze jednostki policyjne poza murami getta, w „aryjskiej” części Warszawy i osiedlach podmiejskich. Wreszcie, należy wziąć pod uwagę, jeśli rozmawiamy szczerze i poufnie, pewną liczbę Żydów zastrzelonych przez moich niektórych podwładnych – bez wiedzy dowódców. Część żołnierzy była rozjuszona, nie przestrzegała regulaminów walki zbrojnej, „załatwiała” ludzi na własną rękę w labiryntach murów, piwnic, kryjówek. Tak zginęło chyba około tysiąca osób.
– Czyli łącznie ponad 71 000 – sumuje Schieike.
– No! Chyba tak trzeba obliczać! – zgadza się Stroop.

Jurgen Stroop: Doktorowi Hahnowi zostawiłem wolną rękę w akcjach przeciwko stale buntującym się Polakom. Doktor Hahn miał daleko większą wiedzę i doświadczenie polityczne niż ja. Znał problem, teren, ludność, nastroje oraz porozumiewał się bezpośrednio z Berlinem i Krakowem. Stamtąd otrzymywał sugestie, ale i sam inspirował. W czasie długiej rozmowy przy kawie i koniaku, po dobrym obiedzie (było to w końcu kwietnia 1943), wyjaśnił mi koncepcję berlińską, to znaczy koncepcję jego, Hahna, zaakceptowaną przez Berlin. Doktor Hahn mówił mnie więcej tak: –„Skorzystajmy z Grossaktion dla wykańczania również Polaków. W getcie zginęło i będzie nadal ginęło bardzo wielu Żydów. Wszędzie poniewierają się tam trupy, więc gdy dojdzie do tego jeszcze kilka tysięcy Polaków, to i tak nikt niczego nie będzie mógł sprawdzić.”–
–„Cokolwiek byśmy twierdzili
– mówił mi dalej Hahn – dotychczasowe egzekucje na Polakach są kłopotliwe pod względem organizacyjnym, transportowym, psychologicznym itp. Poza tym nie możemy dozorować terenów, na przykład w lasach podwarszawskich gdzie wozi się skazanych Polaków na wykonanie wyroków śmierci. Wcześniej czy później jakiś leśniczy lub baby zbierające grzyby zlokalizują miejsce rozstrzelania. A w getcie nie mamy z tym kłopotów. Nikt nigdy nie zdoła rozszyfrować, kogo i kiedy zastrzeliliśmy. Przecież to teren izolowany (pilnować go będzie major Bundtke), masa dołów i gruzu do przysypywania zwłok. Polacy, słysząc strzały, będą pewni że to ludzie Bundtkego, walczą z ŻOB-owcami. Niech pan zwróci uwagę, Herr Generał, że opustoszałe getto stanowi i stanowić będzie wspaniałe przedpole Pawiaka, warsztatowe zaplecze Pawiaka z jedną bardzo dla nas dogodną cechą: umożliwia tajne działania.”–
[Pytanie Kazimierza Moczarskiego, autora książki; przyp. Sekunda] – To pan, Herr Stroop, nic nie wiedział, że trupy Żydów w getcie z ostatnich dni Grossaktion są pomieszane z trupami Polaków więźniów Pawiaka, rozstrzelanych masowo przez podwładnych Hahna i z jego rozkazu? I że nie wszystkie późniejsze trupy z okresu majora Bundtkego były zwłokami Żydów? Że dzień w dzień podwładni Hahna rozwalali na pański rachunek (lub na rachunek Bundtkego) Polaków, chwytanych w dzielnicy „aryjskiej”, a  likwidowanych w getcie.
– Nie wiedziałem.
– Naprawdę?!
Stroop milczy. Schieike także, a mnie nachodzą wspomnienia najosobistsze. Po chwili mówię, patrząc im w oczy:
– Tak działali funkcjonariusze Pawiaka od początku maja 1943. I przez wiele dalszych miesięcy, do Powstania Warszawskiego.

koniec cytatów


˙

Ilustracie, źródło Internet:
1. Żołnierze niemieccy w getcie.
2. Inspekcja Jürgena Stroopa (pierwszy po prawej) na terenie getta.
3. oraz 4. Jedna z bardzo nielicznych budowli, która przetrwała likwidację getta – kościół świętego Augustyna. Wokół gruzy getta.