Archive

Posts Tagged ‘Warszawa’

Święto Wojska Polskiego 15.08.2012, obchody centralne

16/08/2012 Dodaj komentarz

Wczoraj, 15 sierpnia, obchodziliśmy w kraju Święto Wojska Polskiego. Zostało ono wprowadzone ustawą sejmową w 1992. Datę 15.08 wybrano dla uczczenia zwycięstwa Polski w wojnie z ZSRR. Przypominam, że Polacy zatrzymali wówczas rosyjski przemarsz, podczas którego nasi wschodni bracia pragnęli rozniecić płomień rewolucji na całym kontynencie oraz wyzwolić kontynentalną (w późniejszym etapie ogólnoświatową) klasę robotniczą od imperialistycznych/burżuazyjnych/faszystowskich/antysemickich rządów, rozpanoszonych wówczas w Europie, w tym też w Polsce (przytaczam tu oczywiście punkt widzenia rosyjskich komunistów).

WARSZAWA: Plac Piłsudskiego i okolice.

˙

Niektóre osoby, z wydarzeniami 1920 roku, a także z decydującą bitwą na obrzeżach Warszawy (tak zwana Bitwa Warszawska lub „Cud nad Wisłą”), wiążą Józefa Piłsudskiego. Zważywszy, że marszałek Piłsudski był wówczas Naczelnym Wodzem polskich sił zbrojnych — skojarzenie to wydaje się mieć sens.

Główne obchody Święta Wojska Polskiego odbywają się w Warszawie, na Placu Piłsudskiego, a przewodzi nim prezydent Polski. To także wydaje się mieć sens, bo i plac ma właściwą ku temu nazwę (stoi tam nawet pomnik Piłsudskiego), a i prezydent sprawia wrażenie być właściwą osobą by unieść całość tematu na reprezentacyjnych barkach swego urzędu, jako że jest on oprócz prezydentem, także głównodowodzącym polskich sił zbrojnych.

W tym roku, jak co roku, obchody odbywały się na Placu Piłsudskiego. Jak co roku, przez prezydenta został złożony wieniec przy Grobie Nieznanego Żołnierza i gdy część, co bardziej obeznanych z tradycją mieszkańców stolicy, podążyła za prezydentem by ujrzeć jak składa on też wieniec pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego — nastąpiła niespodzianka. Prezydent ominął rzeczony pomnik wraz z czekającymi z wieńcem dwoma żołnierzami w paradnych mundurach, i podążył do swego nieodległego pałacyku (zwanego też Pałacem Namiestnikowskim).
Licznie zgromadzeni oficjele, ciągnący się sznureczkiem za prezydentem, nie wydawali się być skonsternowani sytuacją i bez niepotrzebnego przystawania/zwalniania przy pomniku — podążyli za głównodowodzącym.

Przytomnością wykazali się dwaj żołnierze oczekujący z roślinami, którzy postanowili nie tkwić jak kołki czekając sądnego dnia, lecz paradnym krokiem i w asyście kilku zaskoczonych sytuacją przechodniów, złożyli wieniec pod pomnikiem.

Dwuczęściowy film, dokumentujący tę nową świecką tradycję:

Jak Polacy w getcie z Niemcami walczyli

20/04/2012 2 komentarze

[Animacja przelotu samolotem Liberator nad Warszawą 04.1945. Pomiędzy 2’20” a 3’20”, widać zrównane z ziemią tereny, na których było warszawskie getto.]

˙

22 lipca 1942 roku rozpoczęła się niemiecka operacja likwidacji getta w Warszawie. Nosiła ona kryptonim »Grossaktion in Warschau«. Operacją początkowo kierował SS- und Polizeiführer Ferdinand von Sammern-Frankenegga. Ponieważ jego działania uznano za nie przynoszące oczekiwanych rezultatów, 18 kwietnia 1943 Himmler zwolnił Sammern-Frankenegga natomiast do kierowania akcją delegował SS-Gruppenführera Jürgena (Josefa) Stroopa. Stroop rozpoczął swe działania w warszawskim getcie 19 kwietnia 1943. W dniu 20 kwietnia 1943 roku, mieszkańcy getta wspomagani przez bojowników polskiej  Armii Krajowej, stawiają czynny opór oddziałom dowodzonym przez Stroopa. Datę tę, przyjmuje się za datę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Dziś przypada jej rocznica.

Krótko po zakończeniu wojny, Stroop zostaje aresztowany, a w okresie od 2 marca do 11 listopada 1949 jest więziony w jednej celi z Kazimierzem Moczarskim (żołnierzem AK), któremu opowiada historię swego życia. Relacja Moczarskiego z rozmów ze Stroopem, ukazała się w formie książki dopiero w roku 1973. Nosi ona tytuł „Rozmowy z katem”.

Niedawno zakończyłam ją czytać. Poniżej przytaczam wybrane fragmenty „Rozmów z katem”, dotyczące udziału Polaków podczas powstania w warszawskim getcie. Oczywiście, zachęcam też do przeczytania książki w całości.

 –♦–

Jürgen Stroop: Na moją uwagę, że lękamy się (ja i doktor Hahn) o nastroje Polaków, którzy mogą ruszyć, Kriger powiedział:
–„Wszystkie siły SS rzuć pan przeciwko gettu! Aby zaszachować Polaków, zarządzajcie natychmiast stan alarmowy dla wszystkich formacji niemieckich: wehrmachtowskich, partyjnych, kolejowych, pocztowych, wartowniczych.”–
Według jego [doktora Ludwika Hahna – szefa SD i Policji Bezpieczeństwa »Sipo«, przyp. Sekunda] opinii, należało traktować każdego Polaka jako potencjalnego wywiadowcę. –„Jesteśmy przeszpiclowani przez Polaków. Nawet polskie dzieci nas śledzą”– zwierzył się Hahn. Z jego gmachu przy ul. Szucha często wyciekały najtajniejsze informacje.

–„Polacy umieją nas demoralizować, stosując najrozmaitsze metody: od alkoholu, knajpy i dziwek – do zmiękczania ideologicznego, terroru i zbrojnych zamachów ulicznych.”– Szli, według Hahna, ręka w rękę z Żydami. Stąd większość naszych zamierzeń wobec getta była natychmiast sygnalizowana Żydom przez wojskowy i cywilny wywiad polski.

W getcie pozostali co sprytniejsi Żydzi i mieli organizację wojskowo-polityczną. Na pewno będą stawiać opór, ale przede wszystkim Hahn obawiał się Polaków. Co będzie, gdy ruszą na pomoc Żydom? Nie dysponują co prawda dostatecznym uzbrojeniem, ale mogą nas zaatakować. Czy wtedy zniszczyć całą Warszawę? Namyślałem się nad taką ewentualnością i nad słowami Hahna, że zniszczenie Warszawy i sytuacyjne sprowokowanie Polaków do walki byłoby wówczas głupstwem. Politycznym i strategicznym głupstwem.

Na placu Muranowskim stoczyliśmy zacięty bój. Polacy nie tylko walczyli w getcie, ale zaczepiali nas zbrojnie na terenach zewnętrznych.
Już 19 kwietnia w godzinach przedwieczornych AK-owcy usiłowali wysadzić mur getta przy ul. Bonifraterskiej. Nic z tych polskich działań nie wyszło, ale Hahnowi zabito trzech SS-mannów. Również poległo tam dwóch żołnierzy AK i jacyś policjanci polscy. W ciągu następnych dni Polacy również mieszali się do akcji. Przyznam, że bardzo mnie to niepokoiło.

Gdy mamy pierwszych rannych (w tym jeden „askaris”), wysuwam na czoło obsługę miotaczy płomieni. Cały czas karabiny maszynowe grają. Ogień posuwa się naprzód. My – za ogniem. Powoli, powoli. Szukamy ruchomych celów. Żydzi skaczą z okien, balkonów, strychów, dachów. Wyborowi strzelcy chwytają na muszkę „spadochroniarzy” [ludzi skaczących z okien, przyp. Sekunda]. Żydzi zrozpaczeni i zrezygnowani. Inni – bojowi i zadziorni do ostatniej sekundy. Złorzeczą nam. Wymyślają. Śpiewają polski hymn narodowy, niektórzy psalmy. Żydzi biegali jak szatany. Ukazywali się to tu, to tam, w oknach, balkonach, na dachach i gzymsach. Czasem strzelali do nas, czasem szukali dróg ucieczki. Niekiedy śpiewali jakieś pieśni, chyba psalmy. Inni krzyczeli chórem: Hitler kaput! Na pohybel Niemcom! Niech żyje Polska!
Kazałem rozpuścić wieść, która dotarła do Żydów, że o godzinie 16.00 nastąpi zakończenie akcji.
Rzeczywiście wycofałem w tym terminie oddziały szturmowe, które wytropiły i ujęły około sześciuset Żydów i zabiły około dwustu powstańców żydowskich i polskich. Nakazałem odpoczynek i ciszę.

A tu mi doktor Hahn donosi, że tuż za gettem, od północno-wschodniej strony, zgromadzili się Żydzi i „aryjczycy”, że mają w „melinie” broń i jest ich wielu. A może to jakaś częściowa mobilizacja polskiego Widerstandsbewegung (Polnische Widerstandsbewegung »niem.« – polski ruch oporu). Posyłam szybko szturmowców pod dowództwem zabijaki, Oberleutnanta policji Diehia. Nasi walczą. A przeciwnik silny. Hahn podrzuca posiłki. Doktor Kah zaleca acz dyskretne działanie: przeciągnąć do nocy, obstawić kordonami – byle nie rozdrażnić Polaków, byle ich nie zmusić do aktów rozpaczy, bo „pożar” wypłynie z getta na całą Warszawę, a wtedy mogą być szalone kłopoty.
W końcu zlikwidowano około 7 procent tych zgromadzonych pod murami getta Żydów i Polaków. Reszta zdołała uciec. Jak mówił później doktor Kah, byli tam i ŻOB-mann i AK-owcy, i AL-owcy, i konspiratorzy z innych drobnych ugrupowń polskich oraz polscy policjanci, tak zwani „granatowi”.

6 maja podobne położenie, z tym, że stwierdziłem obecność powstańców ŻOBowskich przybyłych z zewnątrz getta. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Czyżby z odsieczą szły jakieś grupy żydowskie? Jeżeli tak, to musieli korzystać z pomocy Polaków.
A poza tym przyjaciele Żydów – AK, delegatura i rozmaite mniejsze polskie ugrupowania – na pewno zawiadamiali bojowców z getta o ruchu naszych oddziałów, zmierzających ulicami „aryjskimi” ku bramom żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej.
Pomoc Armii Krajowej dla powstańców żydowskich nie ograniczała się tylko do świadczeń w materiale bojowym. AK przekazała również ŻOB-owi dokładną instrukcję techniczną w zakresie produkcji bomb, granatów ręcznych i butelek zapalających oraz wskazówki, jak budować punkty oporu i urządzenia saperskie.
Jürgen Stroop uważał, że żydowska organizacja wojskowa w getcie była w rzeczywistości częścią Armii Krajowej. – Abwehra – relacjonował – donosiła już od dawna, że AK od dnia założenia getta montowała tam swoje placówki pod rozmaitymi nazwami, dostarczała broni i prasy oraz instruowała w zakresie walk ulicznych, robót saperskich, fabrykacji butelek zapalających, granatów itp. Wiadomym objawem i potwierdzeniem tej sytuacji było zatknięcie przez żydowskich powstańców nad betonowym, mocnym domem biało-czerwonej flagi obok żydowskiej, biało-niebieskiej – mówił zdecydowanie Stroop.

Dowództwo powstania [w getcie; przyp. Sekunda] to zespół niestarych ludzi z rozmaitych ugrupowań, zjednoczonych w Żydowskiej Organizacji Bojowej. ŻOB utrzymywał ścisłe więzy z AK, z Delegaturą, z Socjalistyczną Organizacją Bojową oraz z Gwardią Ludową, która była wtedy zbrojnym ramieniem PPR. W Komendzie ŻOB działali przedstawiciele: organizacji lewicowo-syjonistycznej Haszomer-Hacair (z tej grupy był dowódca powstania – Mordechaj Anielewicz), Poalej Syjon-Lewicy, ruchu chalucowego, Bundu i PPR.
Jürgen Stroop: Omawialiśmy tu już siły żołnierskie ŻOB-u. Ja twierdziłem, że zorganizowanych powstańców było w getcie do 3-4 tysięcy. Herr Moczarski ocenia ŻOB na 300-500 ludzi. (..)
Hann, Kah i Spiiker uważali (a nasza góra się z tym godziła), że należy ze względów propagandowych głosić, iż tylko komuniści (PPR i GL) wzniecili dla swoich celów powstanie. Myśmy wiedzieli (co prawda, nie najbardziej precyzyjnie), kto powstanie popiera. Popierały je aktywnie wszystkie organizacje podziemia polskiego z wyjątkiem grup skrajnie nacjonalistycznych. Pasywnie zaś – całe społeczeństwo Generalnej Guberni.

Jürgen Stroop: Polacy, wiadomo, nie byli serdeczni wobec nas, ale to, co wyczułem, przyglądając się twarzom przechodniów – szczególnie kobiet – przeraziło mnie. Może byłem pod rauszem koniakowym, ale widziałem zbyt liczne spojrzenia w niebo nad gettem. Wszystkie oczy Polaków smutne. Wszystkie twarze spokojne. Nie lubię takich masek. Przypomniałem sobie uwagę doktora Hahna, że:  –„Wszyscy Polacy to (w czasie obecnej wojny) aktorzy. Nie wierzyć im ani na jotę! Zawsze pilnować, czy nie ostrzą na Niemców noży! A oni potrafią tak cicho ostrzyć noże, że nawet Pan Bóg ich nie usłyszy.” – Tak mówił Hahn.
W czasie drogi powrotnej do getta pomyślałem, że nie ma dla nas innej metody postępowania, jak wycięcie wszystkich drzew we wrogim lesie, wykarczowanie wszystkich korzeni i wysterylizowanie wszystkich nasion.

Heinrich Himmler (telefonicznie) wyraził swe zadowolenie i powinszował. Stwierdził głosem miękkim i przyjemnym, że się na mnie nie zawiódł, ale równocześnie przestrzegł przed zbytnim optymizmem, jeśli idzie o dni najbliższe. Wysłuchując moich relacji, doszedł do wniosku, że Żydzi są zdeterminowani, zorganizowani i wyposażeni oraz mają poparcie społeczeństwa polskiego i polskiej konspiracji wojskowej.

Jurgen Stroop: – Do 56 000 trzeba dodać plus minus dziesięć tysięcy samobójców, spalonych, zaczadziałych w dziurach, przygniecionych itp. oraz dwa do trzech tysięcy ujętych czy zabitych po 16 maja 1943, a ponadto dołożyć około dwu tysięcy Żydów złapanych przez nasze jednostki policyjne poza murami getta, w „aryjskiej” części Warszawy i osiedlach podmiejskich. Wreszcie, należy wziąć pod uwagę, jeśli rozmawiamy szczerze i poufnie, pewną liczbę Żydów zastrzelonych przez moich niektórych podwładnych – bez wiedzy dowódców. Część żołnierzy była rozjuszona, nie przestrzegała regulaminów walki zbrojnej, „załatwiała” ludzi na własną rękę w labiryntach murów, piwnic, kryjówek. Tak zginęło chyba około tysiąca osób.
– Czyli łącznie ponad 71 000 – sumuje Schieike.
– No! Chyba tak trzeba obliczać! – zgadza się Stroop.

Jurgen Stroop: Doktorowi Hahnowi zostawiłem wolną rękę w akcjach przeciwko stale buntującym się Polakom. Doktor Hahn miał daleko większą wiedzę i doświadczenie polityczne niż ja. Znał problem, teren, ludność, nastroje oraz porozumiewał się bezpośrednio z Berlinem i Krakowem. Stamtąd otrzymywał sugestie, ale i sam inspirował. W czasie długiej rozmowy przy kawie i koniaku, po dobrym obiedzie (było to w końcu kwietnia 1943), wyjaśnił mi koncepcję berlińską, to znaczy koncepcję jego, Hahna, zaakceptowaną przez Berlin. Doktor Hahn mówił mnie więcej tak: –„Skorzystajmy z Grossaktion dla wykańczania również Polaków. W getcie zginęło i będzie nadal ginęło bardzo wielu Żydów. Wszędzie poniewierają się tam trupy, więc gdy dojdzie do tego jeszcze kilka tysięcy Polaków, to i tak nikt niczego nie będzie mógł sprawdzić.”–
–„Cokolwiek byśmy twierdzili
– mówił mi dalej Hahn – dotychczasowe egzekucje na Polakach są kłopotliwe pod względem organizacyjnym, transportowym, psychologicznym itp. Poza tym nie możemy dozorować terenów, na przykład w lasach podwarszawskich gdzie wozi się skazanych Polaków na wykonanie wyroków śmierci. Wcześniej czy później jakiś leśniczy lub baby zbierające grzyby zlokalizują miejsce rozstrzelania. A w getcie nie mamy z tym kłopotów. Nikt nigdy nie zdoła rozszyfrować, kogo i kiedy zastrzeliliśmy. Przecież to teren izolowany (pilnować go będzie major Bundtke), masa dołów i gruzu do przysypywania zwłok. Polacy, słysząc strzały, będą pewni że to ludzie Bundtkego, walczą z ŻOB-owcami. Niech pan zwróci uwagę, Herr Generał, że opustoszałe getto stanowi i stanowić będzie wspaniałe przedpole Pawiaka, warsztatowe zaplecze Pawiaka z jedną bardzo dla nas dogodną cechą: umożliwia tajne działania.”–
[Pytanie Kazimierza Moczarskiego, autora książki; przyp. Sekunda] – To pan, Herr Stroop, nic nie wiedział, że trupy Żydów w getcie z ostatnich dni Grossaktion są pomieszane z trupami Polaków więźniów Pawiaka, rozstrzelanych masowo przez podwładnych Hahna i z jego rozkazu? I że nie wszystkie późniejsze trupy z okresu majora Bundtkego były zwłokami Żydów? Że dzień w dzień podwładni Hahna rozwalali na pański rachunek (lub na rachunek Bundtkego) Polaków, chwytanych w dzielnicy „aryjskiej”, a  likwidowanych w getcie.
– Nie wiedziałem.
– Naprawdę?!
Stroop milczy. Schieike także, a mnie nachodzą wspomnienia najosobistsze. Po chwili mówię, patrząc im w oczy:
– Tak działali funkcjonariusze Pawiaka od początku maja 1943. I przez wiele dalszych miesięcy, do Powstania Warszawskiego.

koniec cytatów


˙

Ilustracie, źródło Internet:
1. Żołnierze niemieccy w getcie.
2. Inspekcja Jürgena Stroopa (pierwszy po prawej) na terenie getta.
3. oraz 4. Jedna z bardzo nielicznych budowli, która przetrwała likwidację getta – kościół świętego Augustyna. Wokół gruzy getta.

Stadion Narodowy czyli atak samców

17/02/2012 1 komentarz

Od kilkunastu dni w PL trwa fala zainteresowania panią minister sportu, Joanną Muchą. Na wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu mianowała ona swego znajomego fryzjera, natomiast podległego jej prezesa Narodowego Centrum Sportu zwolniła z blisko sześciuset tysiącami pln premii (342 tysiące pln za wybudowanie stadionu, który mimo już kilku otwarć, wciąż pozostaje zamknięty oraz 228 tysiące pln premii za to że mistrzostwa Euro 2012 się już O D B Y Ł Y w Polsce).

Przypomina mi się pewien SMS z 2002 roku. SMS ów został wysłany przez posła Adama Halbera do prezesa zarządu Telewizji Polskiej S.A., Roberta Kwiatkowskiego –„Chwała nam i naszym kolegom, chuje precz.”– [link]

Panu Waldemarowi Kuczyńskiemu (polski ekonomista, dziennikarz, publicysta, polityk) to, co dzieje się wokół ministerstwa sportu przypomina natomiast: –„atak rozwścieczonych samców na bardzo ładną kobietę.”– [link]

I na tym, że każdej osobie co innego się przypomina właściwie można by skończyć, lecz coś mi mówi, że temat jest rozwojowy i prawdziwy koniec tej całej historii, wciąż jeszcze przed nami.