Ubój rytualny zwierząt na terenie Polski #3

[ Część pierwsza artykułu; część druga artykułu; część trzecia (poniższa) ]

˙

Na terenie Szwecji, Norwegii, Szwajcarii, Łotwy Islandii, Nowej Zelandii obowiązuje całkowity zakaz uboju zwierząt bez uprzedniego pozbawienia ich świadomości. Do tego grona dołączyć mają Holandia i Belgia. Austria, Dania, Estonia wymaga by natychmiast po cięciu, zwierzęta zostały ogłuszone. Na terenie Niemiec, przed cięciem wymagane jest lekkie (tkz. odwracalne) ogłuszenie. W Danii, Wielkiej Brytanii oraz na Słowacji zabronione są obrotowe klatki służące do unieruchamiania bydła przed cięciem.
U nas działa kilkadziesiąt ubojni, w których wykonuje się uboju opisanego w pierwszej części artykułu.
Polska jest jednym z głównych (o ile nie głównym) dostawców mięsa z uboju rytualnego, do krajów islamskich oraz Izraela. Jeśli chcielibyśmy zapewnić wyżywienie dla wszystkich wyznawców tych religii w naszym kraju, wystarczyłaby jedna ubojnia i to pracująca kilka-kilkanaście dni w roku… Warto nadmienić, że: – Według zasad koszerności tylko przednie części ciała zwierzęcia są wykorzystywane. Cała tylna część zwierzęcia nie jest uznawana za koszerną. Dlatego Polacy i obywatele innych krajów, nie wiedząc tego, kupują odpady z uboju rytualnego.

W Polsce od 2002 roku obowiązuje ustawa zakazująca uboju zwierząt bez wcześniejszego pozbawienia świadomości. Od tego momentu, ubój rytualny stał się czynem bezprawnym, przestępczym. W 2004 roku ministerstwo rolnictwa wydało jednak rozporządzenie, które dopuszcza wykonywanie uboju rytualnego na terenie naszego kraju – powstał delikt konstytucyjny, rozporządzenie jest niezgodne z aktem wyższej rangi, które dodatkowo stanowi podstawę prawną do tegoż rozporządzenia.
Od 2004 roku, zarówno politycy jak i firmy wykonujące ubój rytualny, „bimbają” sobie z takiego stanu prawnego. Dopiero gdy wiosną 2012 temat został nagłośniony, na wniosek różnych stowarzyszeń, fundacji, a także Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego, prokurator generalny złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, o orzecznictwo w tym temacie.

W dniu 23.11.2012 Trybunał Konstytucyjny orzekł, że Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 9 września 2004 r. w sprawie kwalifikacji osób uprawnionych do zawodowego uboju oraz warunków i metod uboju i uśmiercania zwierząt, wydane przez ministerstwo rolnictwa, jest niezgodne z prawem. Ministrem rolnictwa, który podpisał i wprowadził w życie deliktowe rozporządzenie, jest Wojciech Olejniczak (funkcję pełnił od 2 lipca 2003 do 31 maja 2005), natomiast urząd premiera piastował Marek Belka. Obaj panowie pochodzą z SLD vel SDRP vel PZPR.
Minister rolnictwa (przyp. Wojciech Olejniczak) nie miał prawa zmieniać swoim rozporządzeniem ustawy z 1997 r. o ochronie zwierząt. Rozporządzenie, które ma służyć wykonaniu ustawy i realizacji jej celów, nie może być z nią sprzeczne – powiedział sędzia Zbigniew Cieślak, dodając że przepis ustawy z 1997 r. o ochronie zwierząt jest jednoznaczny, pozwala na uśmiercanie w zwierząt kręgowych tylko po uprzednim pozbawieniu ich świadomości.
Od momentu ogłoszenia w 2002 roku, Ustawy o Ochronie Zwierząt, wszelki ubój rytualny na terenie Polski jest niezgodny z prawem, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny (który jest niewątpliwie dość wysokim organem sądowym). Na zdrowy rozum, w związku z jego niedawnym wyrokiem, prawomocność i wartość wszystkich poszczególnych pozwoleń, umów, zezwoleń i tym podobnych aktów dotyczących uboju rytualnego powinna ulecieć niczym sen złoty, a one same powinny stać się niczym nie znaczącym świstkiem papieru. Powinno tak stać się na zdrowy rozum i w zgodzie z prawem. Jednak, od czego mamy nowotworową, wybujałą narośl przepisów, w tym też przepisów unijnych…

W dniu 1 stycznia 2013 r. ma wejść w życie unijne rozporządzenie w sprawie ochrony zwierząt podczas ich uśmiercania. Z rozporządzenia wynika, że zwierzęta uśmiercane w ubojniach – według szczególnych metod wymaganych przez obrzędy religijne – nie muszą być wcześniej ogłuszane ani utrzymywane do chwili śmierci „w stanie nieprzytomności i niewrażliwości na bodźce”.

W opinii obecnego ministra rolnictwa, Stanisława Kalemby, od pierwszego stycznia 2013, czyli od momentu wejścia w życie unijnego rozporządzenia, ubój rytualny będzie w Polsce legalny:

Otóż dotychczasowe rozwiązania prawne są zgodnie z dyrektywą wspólnot europejskich 93/119/WE, gdzie dopuszcza się właśnie ubój z wykrwawieniem bez ogłuszania, czyli pozbawiania świadomości. Tu mogą być pewne sprawy sporne między ustawą a rozporządzeniem, natomiast naszym zdaniem tu nie ma sprzeczności, natomiast wchodzi rozporządzenie wspólnot europejskich, czyli do bezpośredniego stosowania, 1099/2009, które w całej Unii dopuszcza właśnie ubój bez ogłuszania z wykrwawianiem ze względu na przepisy, które w tym zakresie obowiązują. I tu warto się powołać na przepisy, na artykuł 35 naszej Konstytucji, na Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, na Kartę Praw Podstawowych, gdzie wyznania religijne mniejszości narodowe mają swoje prawa, m.in. jednym z tych praw to jest ubój rytualny, czyli zabijanie zwierząt z wykrwawianiem bez ogłuszania. I to jest praktyka stosowana w Unii, a od początku stycznia właśnie przyszłego roku rozporządzenie. (..) Natomiast od 1 stycznia jednoznacznie reguluje to rozporządzenie 1099 z 2009 roku, które rozstrzyga sprawę w całej Unii i tu od 1 stycznia już wątpliwości nie powinno być. [Źródło].

Pewność pana ministra Kalemby może budzić pewne zdziwienie, wszak przyjmując że unijne rozporządzenie wejdzie w życie z dniem 01.01.2013, to jednak wciąż aktem nadrzędnym będzie Ustawa o Ochronie Zwierząt z 1997. Jeśli nie zostanie ona przed pierwszym styczniem zmieniona, ubój rytualny od początku nowego roku będzie wciąż zakazany. »Teoretycznie zakazany«, czyli tak samo jak był teoretycznie zakazany/bezprawny od 2002 roku.
Prawnik Marcin Wiącek wyjaśnia, że rozporządzenie pozwala prawu krajowemu na wprowadzenie wyjątku od zakazu uboju rytualnego, ale nie nakazuje takowej zgody. W przypadku Polski należy jednak zmienić ustawę o ochronie zwierząt. Jeśli do tego nie dojdzie, a jest to mało prawdopodobne, od 1 stycznia 2013 roku zgodnie z prawem ubój rytualny będzie zakazany.

Punkt 26 w mającym obowiązywać od nowego roku unijnym rozporządzeniu, mówi: „Państwa członkowskie mogą przyjąć przepisy krajowe, które służą zapewnieniu dalej idącej ochrony zwierząt podczas ich uśmiercania”. Nie ma więc żadnych prawnych przeciwskazań, by kierując się rzeczonym 26 punktem i zastosować dalej idące w ochronie zwierząt przepisy krajowe, czyli Ustawę o Ochronie Zwierząt. Intencje polskiego Ministerstwo Rolnictwa są jednak odmienne. Oprócz cytowanego powyżej ministra rolnictwa, podkreśla je także wiceminister: „Będziemy chcieli kontynuować ubój rytualny w Polsce, bo to jest konieczne” – powiedział PAP w środę wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke. Dodał: „Jest przygotowany projekt założeń do ustawy, ale będziemy jeszcze poszukiwać innych rozwiązań”.

Nie wątpię, że wszyscy beneficjenci czerpiący materialne korzyści z tego niezgodnego z polskim prawem procederu, będą go kontynuować.

Reklamy

Jak Polacy w getcie z Niemcami walczyli


[Animacja przelotu samolotem Liberator nad Warszawą 04.1945. Pomiędzy 2’20” a 3’20”, widać zrównane z ziemią tereny, na których było warszawskie getto.]

˙

22 lipca 1942 roku rozpoczęła się niemiecka operacja likwidacji getta w Warszawie. Nosiła ona kryptonim »Grossaktion in Warschau«. Operacją początkowo kierował SS- und Polizeiführer Ferdinand von Sammern-Frankenegga. Ponieważ jego działania uznano za nie przynoszące oczekiwanych rezultatów, 18 kwietnia 1943 Himmler zwolnił Sammern-Frankenegga natomiast do kierowania akcją delegował SS-Gruppenführera Jürgena (Josefa) Stroopa. Stroop rozpoczął swe działania w warszawskim getcie 19 kwietnia 1943. W dniu 20 kwietnia 1943 roku, mieszkańcy getta wspomagani przez bojowników polskiej  Armii Krajowej, stawiają czynny opór oddziałom dowodzonym przez Stroopa. Datę tę, przyjmuje się za datę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Dziś przypada jej rocznica.

Krótko po zakończeniu wojny, Stroop zostaje aresztowany, a w okresie od 2 marca do 11 listopada 1949 jest więziony w jednej celi z Kazimierzem Moczarskim (żołnierzem AK), któremu opowiada historię swego życia. Relacja Moczarskiego z rozmów ze Stroopem, ukazała się w formie książki dopiero w roku 1973. Nosi ona tytuł „Rozmowy z katem”.

Niedawno zakończyłam ją czytać. Poniżej przytaczam wybrane fragmenty „Rozmów z katem”, dotyczące udziału Polaków podczas powstania w warszawskim getcie. Oczywiście, zachęcam też do przeczytania książki w całości.

 –♦–

Jürgen Stroop: Na moją uwagę, że lękamy się (ja i doktor Hahn) o nastroje Polaków, którzy mogą ruszyć, Kriger powiedział:
–„Wszystkie siły SS rzuć pan przeciwko gettu! Aby zaszachować Polaków, zarządzajcie natychmiast stan alarmowy dla wszystkich formacji niemieckich: wehrmachtowskich, partyjnych, kolejowych, pocztowych, wartowniczych.”–
Według jego [doktora Ludwika Hahna – szefa SD i Policji Bezpieczeństwa »Sipo«, przyp. Sekunda] opinii, należało traktować każdego Polaka jako potencjalnego wywiadowcę. –„Jesteśmy przeszpiclowani przez Polaków. Nawet polskie dzieci nas śledzą”– zwierzył się Hahn. Z jego gmachu przy ul. Szucha często wyciekały najtajniejsze informacje.

–„Polacy umieją nas demoralizować, stosując najrozmaitsze metody: od alkoholu, knajpy i dziwek – do zmiękczania ideologicznego, terroru i zbrojnych zamachów ulicznych.”– Szli, według Hahna, ręka w rękę z Żydami. Stąd większość naszych zamierzeń wobec getta była natychmiast sygnalizowana Żydom przez wojskowy i cywilny wywiad polski.

W getcie pozostali co sprytniejsi Żydzi i mieli organizację wojskowo-polityczną. Na pewno będą stawiać opór, ale przede wszystkim Hahn obawiał się Polaków. Co będzie, gdy ruszą na pomoc Żydom? Nie dysponują co prawda dostatecznym uzbrojeniem, ale mogą nas zaatakować. Czy wtedy zniszczyć całą Warszawę? Namyślałem się nad taką ewentualnością i nad słowami Hahna, że zniszczenie Warszawy i sytuacyjne sprowokowanie Polaków do walki byłoby wówczas głupstwem. Politycznym i strategicznym głupstwem.

Na placu Muranowskim stoczyliśmy zacięty bój. Polacy nie tylko walczyli w getcie, ale zaczepiali nas zbrojnie na terenach zewnętrznych.
Już 19 kwietnia w godzinach przedwieczornych AK-owcy usiłowali wysadzić mur getta przy ul. Bonifraterskiej. Nic z tych polskich działań nie wyszło, ale Hahnowi zabito trzech SS-mannów. Również poległo tam dwóch żołnierzy AK i jacyś policjanci polscy. W ciągu następnych dni Polacy również mieszali się do akcji. Przyznam, że bardzo mnie to niepokoiło.

Gdy mamy pierwszych rannych (w tym jeden „askaris”), wysuwam na czoło obsługę miotaczy płomieni. Cały czas karabiny maszynowe grają. Ogień posuwa się naprzód. My – za ogniem. Powoli, powoli. Szukamy ruchomych celów. Żydzi skaczą z okien, balkonów, strychów, dachów. Wyborowi strzelcy chwytają na muszkę „spadochroniarzy” [ludzi skaczących z okien, przyp. Sekunda]. Żydzi zrozpaczeni i zrezygnowani. Inni – bojowi i zadziorni do ostatniej sekundy. Złorzeczą nam. Wymyślają. Śpiewają polski hymn narodowy, niektórzy psalmy. Żydzi biegali jak szatany. Ukazywali się to tu, to tam, w oknach, balkonach, na dachach i gzymsach. Czasem strzelali do nas, czasem szukali dróg ucieczki. Niekiedy śpiewali jakieś pieśni, chyba psalmy. Inni krzyczeli chórem: Hitler kaput! Na pohybel Niemcom! Niech żyje Polska!
Kazałem rozpuścić wieść, która dotarła do Żydów, że o godzinie 16.00 nastąpi zakończenie akcji.
Rzeczywiście wycofałem w tym terminie oddziały szturmowe, które wytropiły i ujęły około sześciuset Żydów i zabiły około dwustu powstańców żydowskich i polskich. Nakazałem odpoczynek i ciszę.

A tu mi doktor Hahn donosi, że tuż za gettem, od północno-wschodniej strony, zgromadzili się Żydzi i „aryjczycy”, że mają w „melinie” broń i jest ich wielu. A może to jakaś częściowa mobilizacja polskiego Widerstandsbewegung (Polnische Widerstandsbewegung »niem.« – polski ruch oporu). Posyłam szybko szturmowców pod dowództwem zabijaki, Oberleutnanta policji Diehia. Nasi walczą. A przeciwnik silny. Hahn podrzuca posiłki. Doktor Kah zaleca acz dyskretne działanie: przeciągnąć do nocy, obstawić kordonami – byle nie rozdrażnić Polaków, byle ich nie zmusić do aktów rozpaczy, bo „pożar” wypłynie z getta na całą Warszawę, a wtedy mogą być szalone kłopoty.
W końcu zlikwidowano około 7 procent tych zgromadzonych pod murami getta Żydów i Polaków. Reszta zdołała uciec. Jak mówił później doktor Kah, byli tam i ŻOB-mann i AK-owcy, i AL-owcy, i konspiratorzy z innych drobnych ugrupowń polskich oraz polscy policjanci, tak zwani „granatowi”.

6 maja podobne położenie, z tym, że stwierdziłem obecność powstańców ŻOBowskich przybyłych z zewnątrz getta. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Czyżby z odsieczą szły jakieś grupy żydowskie? Jeżeli tak, to musieli korzystać z pomocy Polaków.
A poza tym przyjaciele Żydów – AK, delegatura i rozmaite mniejsze polskie ugrupowania – na pewno zawiadamiali bojowców z getta o ruchu naszych oddziałów, zmierzających ulicami „aryjskimi” ku bramom żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej.
Pomoc Armii Krajowej dla powstańców żydowskich nie ograniczała się tylko do świadczeń w materiale bojowym. AK przekazała również ŻOB-owi dokładną instrukcję techniczną w zakresie produkcji bomb, granatów ręcznych i butelek zapalających oraz wskazówki, jak budować punkty oporu i urządzenia saperskie.
Jürgen Stroop uważał, że żydowska organizacja wojskowa w getcie była w rzeczywistości częścią Armii Krajowej. – Abwehra – relacjonował – donosiła już od dawna, że AK od dnia założenia getta montowała tam swoje placówki pod rozmaitymi nazwami, dostarczała broni i prasy oraz instruowała w zakresie walk ulicznych, robót saperskich, fabrykacji butelek zapalających, granatów itp. Wiadomym objawem i potwierdzeniem tej sytuacji było zatknięcie przez żydowskich powstańców nad betonowym, mocnym domem biało-czerwonej flagi obok żydowskiej, biało-niebieskiej – mówił zdecydowanie Stroop.

Dowództwo powstania [w getcie; przyp. Sekunda] to zespół niestarych ludzi z rozmaitych ugrupowań, zjednoczonych w Żydowskiej Organizacji Bojowej. ŻOB utrzymywał ścisłe więzy z AK, z Delegaturą, z Socjalistyczną Organizacją Bojową oraz z Gwardią Ludową, która była wtedy zbrojnym ramieniem PPR. W Komendzie ŻOB działali przedstawiciele: organizacji lewicowo-syjonistycznej Haszomer-Hacair (z tej grupy był dowódca powstania – Mordechaj Anielewicz), Poalej Syjon-Lewicy, ruchu chalucowego, Bundu i PPR.
Jürgen Stroop: Omawialiśmy tu już siły żołnierskie ŻOB-u. Ja twierdziłem, że zorganizowanych powstańców było w getcie do 3-4 tysięcy. Herr Moczarski ocenia ŻOB na 300-500 ludzi. (..)
Hann, Kah i Spiiker uważali (a nasza góra się z tym godziła), że należy ze względów propagandowych głosić, iż tylko komuniści (PPR i GL) wzniecili dla swoich celów powstanie. Myśmy wiedzieli (co prawda, nie najbardziej precyzyjnie), kto powstanie popiera. Popierały je aktywnie wszystkie organizacje podziemia polskiego z wyjątkiem grup skrajnie nacjonalistycznych. Pasywnie zaś – całe społeczeństwo Generalnej Guberni.

Jürgen Stroop: Polacy, wiadomo, nie byli serdeczni wobec nas, ale to, co wyczułem, przyglądając się twarzom przechodniów – szczególnie kobiet – przeraziło mnie. Może byłem pod rauszem koniakowym, ale widziałem zbyt liczne spojrzenia w niebo nad gettem. Wszystkie oczy Polaków smutne. Wszystkie twarze spokojne. Nie lubię takich masek. Przypomniałem sobie uwagę doktora Hahna, że:  –„Wszyscy Polacy to (w czasie obecnej wojny) aktorzy. Nie wierzyć im ani na jotę! Zawsze pilnować, czy nie ostrzą na Niemców noży! A oni potrafią tak cicho ostrzyć noże, że nawet Pan Bóg ich nie usłyszy.” – Tak mówił Hahn.
W czasie drogi powrotnej do getta pomyślałem, że nie ma dla nas innej metody postępowania, jak wycięcie wszystkich drzew we wrogim lesie, wykarczowanie wszystkich korzeni i wysterylizowanie wszystkich nasion.

Heinrich Himmler (telefonicznie) wyraził swe zadowolenie i powinszował. Stwierdził głosem miękkim i przyjemnym, że się na mnie nie zawiódł, ale równocześnie przestrzegł przed zbytnim optymizmem, jeśli idzie o dni najbliższe. Wysłuchując moich relacji, doszedł do wniosku, że Żydzi są zdeterminowani, zorganizowani i wyposażeni oraz mają poparcie społeczeństwa polskiego i polskiej konspiracji wojskowej.

Jurgen Stroop: – Do 56 000 trzeba dodać plus minus dziesięć tysięcy samobójców, spalonych, zaczadziałych w dziurach, przygniecionych itp. oraz dwa do trzech tysięcy ujętych czy zabitych po 16 maja 1943, a ponadto dołożyć około dwu tysięcy Żydów złapanych przez nasze jednostki policyjne poza murami getta, w „aryjskiej” części Warszawy i osiedlach podmiejskich. Wreszcie, należy wziąć pod uwagę, jeśli rozmawiamy szczerze i poufnie, pewną liczbę Żydów zastrzelonych przez moich niektórych podwładnych – bez wiedzy dowódców. Część żołnierzy była rozjuszona, nie przestrzegała regulaminów walki zbrojnej, „załatwiała” ludzi na własną rękę w labiryntach murów, piwnic, kryjówek. Tak zginęło chyba około tysiąca osób.
– Czyli łącznie ponad 71 000 – sumuje Schieike.
– No! Chyba tak trzeba obliczać! – zgadza się Stroop.

Jurgen Stroop: Doktorowi Hahnowi zostawiłem wolną rękę w akcjach przeciwko stale buntującym się Polakom. Doktor Hahn miał daleko większą wiedzę i doświadczenie polityczne niż ja. Znał problem, teren, ludność, nastroje oraz porozumiewał się bezpośrednio z Berlinem i Krakowem. Stamtąd otrzymywał sugestie, ale i sam inspirował. W czasie długiej rozmowy przy kawie i koniaku, po dobrym obiedzie (było to w końcu kwietnia 1943), wyjaśnił mi koncepcję berlińską, to znaczy koncepcję jego, Hahna, zaakceptowaną przez Berlin. Doktor Hahn mówił mnie więcej tak: –„Skorzystajmy z Grossaktion dla wykańczania również Polaków. W getcie zginęło i będzie nadal ginęło bardzo wielu Żydów. Wszędzie poniewierają się tam trupy, więc gdy dojdzie do tego jeszcze kilka tysięcy Polaków, to i tak nikt niczego nie będzie mógł sprawdzić.”–
–„Cokolwiek byśmy twierdzili
– mówił mi dalej Hahn – dotychczasowe egzekucje na Polakach są kłopotliwe pod względem organizacyjnym, transportowym, psychologicznym itp. Poza tym nie możemy dozorować terenów, na przykład w lasach podwarszawskich gdzie wozi się skazanych Polaków na wykonanie wyroków śmierci. Wcześniej czy później jakiś leśniczy lub baby zbierające grzyby zlokalizują miejsce rozstrzelania. A w getcie nie mamy z tym kłopotów. Nikt nigdy nie zdoła rozszyfrować, kogo i kiedy zastrzeliliśmy. Przecież to teren izolowany (pilnować go będzie major Bundtke), masa dołów i gruzu do przysypywania zwłok. Polacy, słysząc strzały, będą pewni że to ludzie Bundtkego, walczą z ŻOB-owcami. Niech pan zwróci uwagę, Herr Generał, że opustoszałe getto stanowi i stanowić będzie wspaniałe przedpole Pawiaka, warsztatowe zaplecze Pawiaka z jedną bardzo dla nas dogodną cechą: umożliwia tajne działania.”–
[Pytanie Kazimierza Moczarskiego, autora książki; przyp. Sekunda] – To pan, Herr Stroop, nic nie wiedział, że trupy Żydów w getcie z ostatnich dni Grossaktion są pomieszane z trupami Polaków więźniów Pawiaka, rozstrzelanych masowo przez podwładnych Hahna i z jego rozkazu? I że nie wszystkie późniejsze trupy z okresu majora Bundtkego były zwłokami Żydów? Że dzień w dzień podwładni Hahna rozwalali na pański rachunek (lub na rachunek Bundtkego) Polaków, chwytanych w dzielnicy „aryjskiej”, a  likwidowanych w getcie.
– Nie wiedziałem.
– Naprawdę?!
Stroop milczy. Schieike także, a mnie nachodzą wspomnienia najosobistsze. Po chwili mówię, patrząc im w oczy:
– Tak działali funkcjonariusze Pawiaka od początku maja 1943. I przez wiele dalszych miesięcy, do Powstania Warszawskiego.

koniec cytatów


˙

Ilustracie, źródło Internet:
1. Żołnierze niemieccy w getcie.
2. Inspekcja Jürgena Stroopa (pierwszy po prawej) na terenie getta.
3. oraz 4. Jedna z bardzo nielicznych budowli, która przetrwała likwidację getta – kościół świętego Augustyna. Wokół gruzy getta.

Prowokacja obywatelska kontra staranność dziennikarska

Pewien internauta postanowił dokonać prowokacji (chyba można dopowiedzieć że obywatelskiej) wobec dziennikarzy zatrudnionych w Agorze. W tym celu posłużył się wykreowanymi we własnej głowie faktami, które podał na forum gazety. Jak relacjonuje autor prowokacji, po kilkunastu minutach od chwili zostawienia przez siebie komentarza na rzeczonym forum, ujrzał w swej skrzynce pocztowej list… Całość prowokacji, przedstawiona jest w formie zrzutów ekranowych dostępnych w sieci, a wykonanych przez autora prowokacji.

Czytając te materiały, zatrzymałam się przy jednym zdaniu, które oddaje pewną „świętą” zasadę, bez której żaden tekst, żadna publikacja medialna nie zasługuje na miano dziennikarskiej (nazwisko redaktora zamazałam, pragnąc rozpatrzyć samą ideę rzetelności i staranności dziennikarskiej bez wycieczek personalnych):

Pan dziennikarz nie zadał sobie najmniejszego trudu by zweryfikować relację i osobę relacjonującą, dochodząc do wniosku że opowieść, która okazała się konfabulacją, treściowo konweniuje z pisanym artykułem. Pojawia się oczywiste pytanie, jak wiele tekstów i czego dotyczących powstało w taki sposób?

˙

Fragment Ustawy „Prawo prasowe” z dnia 26 stycznia 1984 r. :

Art. 12.
1. Dziennikarz jest obowiązany:
1) zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło

Poddaję łaskawej uwadze dziennikarzy z Agory, że wasz kolega nie dochował nawet należytej staranności, co tu dopiero mówić o staranności szczególnej.
O wadze staranności podczas przygotowywania tekstu dziennikarskiego, niech świadczy fakt, że sąd oddalić może pozew złożony z powołaniem się na bezprawność działania dziennikarza (np. z tytułu naruszenia dóbr osobistych, wejścia w sposób nieuprawniony w posiadanie materiałów źródłowych), pod warunkiem że dziennikarz dochował tej elementarnej zasady zbierając materiał źródłowy:

„Wykazanie przez dziennikarza, że przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu oraz wypełnił obowiązek zachowania szczególnej staranności i rzetelności, uchyla bezprawność działania dziennikarza. Jeżeli zarzut okaże się nieprawdziwy, dziennikarz zobowiązany jest do jego odwołania. Takie stanowisko Sądu Najwyższego wynika z uchwały z dnia 18 lutego 2005 r. (sygn. III CZP 53/04).

˙

Zgodnie z artykułem szóstym Prawa Prasowego, media są zobowiązane do prawdziwego, opartego na faktach i pozbawionego stronniczości przedstawiania omawianych wydarzeń z naszej rzeczywistości. Są też zobowiązywane do dokonywania ocen adekwatnych do przedstawionych faktów. Krytyka operująca faktami nie sprawdzonymi, nie udokumentowanymi odpowiednio,  nie może być uznana za rzetelną. Kryterium rzetelności nabiera szczególnego znaczenia, gdy dokonuje się negatywnej oceny rzeczywistości – wówczas dziennikarz musi zwrócić szczególną uwagę na to by przedstawiana argumentacja była prawdziwa oraz racjonalna.
Sformułowanie zarzutów nieprawdziwych, niesprawdzonych przesądza o bezprawności zachowania, jako sprzecznego nie tylko z prawem ale i z zasadami współżycia społecznego. Orzecznictwo podkreśla, że: – „Jeżeli autor reportażu relacjonuje zaistniałe wydarzenie w sposób niezgodny z jego rzeczywistym przebiegiem i przypisuje uczestnikowi tego wydarzenia nieprawdziwe cechy, postępuje nierzetelnie w rozumieniu art. 12 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r.- prawo prasowe (Dz. U. Nr 5, poz. 24), tym bardziej gdy pomawia osoby o niewłaściwe postępowanie”.–

Na zakończenie, o samej prowokacji jaką wykonał internauta. Ostatnia z głośniejszych prowokacji obywatelskich, dotyczyła „prezydenckiej” rekomendacji przy zatrudnieniu w TVP. Kodeks Dobrych Praktyk Wydawców Prasy z 2005 r., mówi: –„Prowokacja dziennikarska może być przeprowadzona tylko wtedy, gdy przemawia za tym ważny interes publiczny, a nieskuteczne okażą się lub mogą się okazać inne środki dziennikarskie i tylko za wiedzą redaktora naczelnego. Jeżeli dziennikarska prowokacja może zagrozić czyjemuś życiu lub zdrowiu, wskazane jest jej prowadzenie za wiedzą policji lub prokuratury.”–
Prowokacja z ostatnich dni, która najpewniej nie stanie się tak sławna jak ta wykonana w 2010 roku a dotycząca TVP, powoduje że powraca temat tej kontrowersyjnej metody.